Maskara Twist Up The Volume

Konkurs z Bourjois

Z okazji 150 urodzin francuskiej marki Bourjois od dzisiaj do 30 października zachęcam do udziału w konkursie w którym do wygrania będą maskary Twist Up Volume dla pięciu szczęśliwych laureatów :-) Zadanie konkursowe polega na napisaniu odpowiedzi na pytanie: co najbardziej zakręconego zrobiłaś/-eś w życiu? Ufam, że było mnóstwo takich sytuacji i zdarzeń, dlatego też nie zwlekajcie dłużej i już teraz zapraszam do wspólnej zabawy! :-)

Maskara Twist Up The Volume

Bourjois

Regulamin konkursu z Bourjois na blogu Moment Urody

1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga Moment Urody oraz marka kosmetyków Bourjois.
2. Konkurs rozpoczyna się w dniu 21.10. i potrwa do 30.10.2013., do godziny 22.00.
3.  Zadanie konkursowe sprowadza się do napisania odpowiedzi na pytanie: co najbardziej zakręconego zrobiłaś/-eś w swoim życiu? (bez ograniczeń co do liczby znaków) i zamieszczenia odpowiedzi pod wpisem konkursowym na blogu Moment Urody. Uczestnicy konkursu biorąc w nim udział, wyrażają zgodę na opublikowanie ich wpisu wraz z Imieniem/Nickiem na blogu Moment Urody.
4. Autorka bloga Moment Urody zastrzega sobie, że komentarze pozostawiane pod wpisem konkursowym zostaną zaakceptowane najpóźniej do 24 godzin po wysłaniu zgłoszenia. Treści niezwiązane z konkursem nie będą publikowane na blogu Moment Urody.
5. Pełne zgłoszenie konkursowe powinno zawierać: Nick/Imię autora, zamieszczenie odpowiedzi na pytanie: co najbardziej zakręconego zrobiłaś/-eś w swoim życiu? oraz adres e-mailowy (pozostawiony wyłącznie do informacji autorki bloga Moment Urody).
6. Narodami w konkursie jest 5 maskar Twist Up Volume marki Bourjois.
7. Pięciu zwycięzców zostanie wyłonionych w ciągu 7 dni od daty zakończenia konkursu (najpóźniej 06.11.2013), po wspólnych konsultacjach autorki bloga Moment Urody oraz marki Bourjois. W dniu ogłoszenia wyników zostaną one przedstawione w poście konkursowym Konkurs z Bourjois.
8. O fakcie przyznania nagrody, pięciu zwycięzców zostanie poinformowanych drogą elektroniczną wraz z prośbą o podanie danych adresowych niezbędnych do wysyłki.
9. Nagrody zostaną przesłane przesyłką pocztową przez autorkę bloga Moment Urody w ciągu 7 dni od daty podania wyników.
10. Uczestnik biorący udział w konkursie oznajmia, że zapoznał się z treścią regulaminu i wyraża akceptację jego warunków.

111 comments

  • Zaskoczyłam swojego faceta zmianą osobowości- w dzień byłam niewinną anielicą, a w nocy-gorącą diablicą. Na początku był zszokowany, ale bardzo mu się to spodobało i nawet go to podniecało.

  • Pomyliłam dzień spotkania i stojąc w samym środku srogiej zimy na rogu i tak nie tych ulic co trzeba, zadzwoniłam pod zły numer z pretensjami, że kolega wystawił mnie do wiatru. Nigdy wcześniej ani później nie zdarzyło mi się aż tak zakręcić. Ale nie ma tego złego… Odkręcając niesłuszny monolog żalów posłany chwile wcześniej nieplanowanemu adresatowi, oczarowałam na tyle brata owego kolegi, że obecnie jest moim mężem:-)

  • Pojechałam do osoby płci męskiej którą poznałam w necie a która mieszkała 600 km ode mnie. Pojechałam, poznałam (nie przypadła mi do gustu) ale ten ktoś zaprezentował mi swojego kolegę w którym się zakochałam się, do którego się przeprowadziłam i właśnie mija nam wspólne 10 lat, mamy małą córeczkę i jakoś to życie szczęśliwie się układa :)

  • Cała jestem zakręcona i co jakiś czas spotyka mnie coś dziwnego, ale moje dosłownie najbardziej zakręcone przeżycie wydarzyło się kilka lat temu podczas wakacji w Anglii. Wybrałam się na nie razem z kilkoma koleżankami (pewnie gdyby w tym towarzystwie był chociaż jeden facet, to cała sytuacja nigdy nie miałaby miejsca:)) – miałyśmy w planach pozwiedzanie tych wszystkich opuszczonych opactw i uroczych wrzosowisk. Wypożyczyłyśmy samochód i dopiero wtedy uświadomiłyśmy sobie, jaki to problem – bo przecież ruch w Anglii jest lewostronny! Okazałam się najdzielniejsza, wsiadłam i ruszyłam – i pomijając wszystkie inne problemy – dosłownie się zakręciłam. Dosyć szybko, bo na najbliższym rondzie. Nie byłam w stanie wyjechać i jeździłyśmy, jeździłyśmy, jeździłyśmy w kółko. To się nazywa być zakręconą :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    anielka

  • Bardzo pragnelam miec Jego, czyli iPada. Byl taki jeden w zasiegu reki. W konkursie…. Jako nagroda. Pimyslalam, ze jest idealny dla mnie. Elegancki, w czarnym garniturze. Postanowilam, ze musi byc moj! Konkurs polegal na jak najwiekszej ilosci transakcji karta platnicza. Czy probowaliscie kiedys zrobic 2 kosze zakupow i przekonac kasjerke, zeby policzyla Wam kazdy produkt na oddzielny rachunek? Albo czy tankowaliscie samochody calej rodzinie na stacji samoobslugowej, ale tylko po litrze? Oplacalo sie, jest moj! Bardzo nam razem dobrze :)

  • Zakręconego? Takich rzeczy zrobiłam już kilka w swoim życiu. Ale co było najbardziej zakręcone? Ponad 10 lat temu siedziałam przed komputerem i pracowałam. W pewnym momencie musiałam włożyć dyskietkę, a że nie chciało mi się schylać, to zrobiłam to po omacku. Długa ręka z dyskietką zaczęła błądzić po obudowie komputera, by znaleźć dziurkę do włożenia. Niby dziurka się znalazła, tylko jakoś dyskietka nie chciała wejść, więc się trochę siłowałam, ale w końcu udało się. Po chwili okazało się, że dyskietka jest w stacji CD! Nie wiem, jak tam weszła, ale moje cudowne ręce potrafią porażać sprzęt elektroniczny. No i co? Trzeba było operować pacjenta, bo normalnie ciała obcego wyjąć się nie dało. Kombinowałam na różne sposoby, jak wyjąć dyskietkę. Nic nie wychodziło. W końcu wpadłam na szalony pomysł. Poodłączałam kable, komputer położyłam na stole brzuchem do dołu, ale lekko wysunięty do przodu, żeby stacja CD była odblokowana. Ja położyłam się na podłodze, by mieć dobry widok na pole operacyjne. Jedną ręką przytrzymywałam pacjenta, by sobie i mi krzywdy nie zrobił. Drugą ręką miałam operować. Rozpoczęła się operacja. Chirurg, czyli ja we własnej osobie, przez kilka minut zgrabnie operował narzędziami chirurgicznymi, czyli nożem i widelcem na zmianę. Jakimś cudem udało się wyjąć ciało obce. Pacjent przeżył. Do dziś nie wiem, jak ja tego wszystkiego dokonałam.

  • Najbardziej zakręconą rzeczą, jaką w życiu zrobiłam była trwała ondulacja na głowie:) Skręt był tak mocny, że wyszły mi takie loczki, że miałam fryzurę, jak Murzyn-Albinos (bo jestem jasną blondynką:) Najgorsze było to, że musiałam z taką fryzurą chodzić do szkoły:( Nie tylko koledzy i koleżanki mieli niezły ubaw…

  • Stopień zakręcenia zalezy od wieku i punktu widzenia;)
    Kiedy byłam młoda, ścięłąm, zgoliłam właściwie, włosy…na łyso,
    Kiedy byłam młoda i piękna, wybrałam się na wakacje do Włoch…autostopem,
    Kiedy przestałam byc młoda, a pozostałam piękna, postanowiłam rzucić dotychczasową pracę w bezpiecznym biurze i zajać się moją pasją…
    Dzisiaj już tylko jestem…szczęśliwa:)

  • Sytuację, o której za moment napiszę, można uznać za jedna z najbardziej zakręconych rzeczy, jakie udało mi się zrobić w swoim życiu. Jednocześnie, było to dość żenujące dla mnie zdarzenie, z którego obecnie się śmieje, ale kiedyś było mi wstyd. W 2005 roku rozpoczęłam niezwykłą znajomość z moim obecnym narzeczonym. Po kilku miesiącach randkowania i utwierdzania się w przekonaniu, że jesteśmy dla siebie stworzeni, mój chłopak (aby podkreślić, jak ważna się dla niego staje) zaprosił mnie na urodziny swojej mamy. Nie znałam jej wcześniej, więc byłam podekscytowana nieziemsko. Wydawało mi się, że podczas rozmowy o urodzinach mamy, padła liczba „55”, więc aby wkupić się łaski przyszłej teściowej i pokazać, jak niezwykłą jestem niewiastą – udałam się do cukierni i zamówiłam tort urodzinowy, który poprosiłam ozdobić wielkim napisem „Moc życzeń w dniu 55 urodzin”. Gdy nadszedł dzień urodzin, odebrałam tort i dumnie ruszyłam do domu matki chłopaka. Wręczyłam prezent, a gdy solenizantka wyjęła go z opakowania – zapadła chwila ciszy i na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie i ogromne zdziwienie. Po chwili padło niby żartobliwe: „Dziękuję, ale naprawdę sądzisz, że wyglądam tak staro?”. Stałam jak wryta, a moja twarz nabrała koloru soczystego pomidora. Okazało się bowiem, że solenizantka kończy lat 50, a tajemnicza liczba „55”, to po prostu rok jej urodzenia. Cała sytuacja nie skończyła się oczywiście dramatem, ale było mi wstyd przez długi czas. Mój chłopak – jak typowy facet – zbagatelizował wszystko, twierdząc, że to tylko drobna pomyłka wynikająca z naszego nieporozumienia, zupełnie nie przejmując się faktem, że gdy w grę chodzi wiek kobiet – mylić się nie należy. :)

  • – Przyjjj,przyjjjjjjjj…teraz…….- krzyczała położna.
    W tym momencie miałam już wszystkiego dość i najchętniej wyszłabym z Sali. Pomyślałam „sama sobie przyj”.
    Mąż stał obok mojej głowy i próbował pocieszać, słyszałam tylko nad uchem „dasz rade, dalej!”
    W pewnym momencie zaczęło mi się strasznie pić wiec mówię do męża „pić, chce mi się pić”.
    Mąż wyciąga butelkę mineralki i podaje mi do picia. Nie trafia do buzi i oblewa mnie po twarzy.
    Myślę sobie: „wszystko mnie boli, pić mi się chce, a Ten Kretyn leje mnie po twarzy….”
    Wzięłam butelkę i wnerwiona na cały świat oblałam męża, położną i pana doktora, który właśnie wchodził do Sali.
    Mina oblanych bezcenna.
    Później słyszałam jak położna odbierająca mój poród mówiła do drugiej – ta z „1-dynki” jest nieźle zakręcona.

  • Co zrobilam zakreconego w swoim zyciu?Hmm…W wieku 18 lat wyprowadzilam sie z domu do chlopaka.Po pol roku wzielismy slub. Jestem mezatka od 16 lat.Jestem szczesliwa!!!

  • ja jestem ciągle zakręcona i mam dar do robienia sobie wstydu :) Pomijając to, że jak na drzwiach jest napisane „ciągnij” ja zazwyczaj je pcham i szarpię się z nimi to pamiętam jak płaciłam w sklepie za zakupy kartą i stałam przy kasie weszła grupka ludzi mówiąc „dzień dobry” po chwili pani kasjerka oddała mi kartę płatniczą a ja do niej powiedziałam (niestety) głośno „dzień dobry”. Nie odpowiedziała mi tylko zdziwiona się na mnie patrzyła a w kolejce słyszałam tylko ciche śmianie…no ale dla mnie to dzień jak co dzień :)

  • Kiedy byłam mała mieszkałam na wsi i uwielbiałam uprawiać ekstremalne sporty na rowerze. Pewnego razu założyłam sobie na twarz gumową piłkę (uciętą połówkę) wsiadłam na rower i pędziłam przed siebie, niestety „nie zebrałam zakrętu” i przywaliłam w płot sąsiada aż wypadły 3 sztachety a z dziury w płocie wyleciał wielki wściekły Rottweiler i tak mnie pogonił, że pogubiłam buty. Oczywiście w domu dostałam lanie i za buty i za płot-bo sąsiad się wściekł i kazał mojemu tacie go zreperować. Do tej pory kiedy przyjeżdżam z moją rodziną do rodzinnej wioski znajomi żartują, że trza chronić płoty- bo kaskaderka na wieś wjechała.

  • Jako przyzwoita studentka Chemii jądrowej z długimi brąz włosami, po obronie pracy mgr, gdzie miałam zaprojektować rektor atomowy, obcięłam włosy na krótko, zafarbowałam na blond, a po upływie kilku tygodni przefarbowałam się na róż :) i zaczęłam pracę w „Modzie” 😉

  • Najbardziej szaloną rzeczą jaką zrobiłam to przyjęcie oświadczyn na oczach kilkuset osób. Oj nie, nie były to zwykłe oświadczyny. Na koncercie mojego ulubionego zespołu, liderka grupy przerwała występ i zapowiedziała, że pewien młody mężczyzna chce się oświadczyć. Pomyślałam „co za szczęściara”. Wtedy moim oczom ukazał się mój własny chłopak z bukietem żółtych tulipanów. Zostałam wciągnięta na scenę przez ochroniarzy, serce dudniło a nogi miałam jak z waty. Wypowiedziałam bezgłośne tak. Tłum skandował nasze imiona. Pamiętam to wszystko jak we mgle. Chyba nie było bardziej szalonej chwili w moim życiu niż to małe, bezgłośne „tak” w zatłoczonej sali koncertowej. Dziś jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. :)

  • Czasem trochę szaleństwa prowadzi do ołtarza, potem na porodówkę a ogólnie mówiąc do szczęścia!! Na pewnym portalu odezwał się do mnie nieznajomy chłopak, którego podobno zauroczył mój uśmiech na zdjęciach. Po tygodniu rozmów przez gg zaprosiłam go do domu na kawę. Byłam przekonana, że spotkanie z nieznajomym będzie bezpieczne, bo przecież wszyscy będą w domu. Okazało się, że akurat o 17 (gdy miał przyjechać), rodzice wyszli do Kościoła, a brat pojechał na mecz. Byłam sama ale wmawiałam mu, że rodzice są na dole :) Po 4ech miesiącach zostaliśmy oficjalnie parą, rok po poznaniu zaręczyliśmy się, kolejny rok później wzięliśmy ślub, miesiąc po ślubie zaszłam w ciążę, a teraz mamy cudownego półtorarocznego synka! Podczas porodu się śmiałam, a gdy położyli mi na brzuchu maleńkiego, nagusieńkiego Kubusia, spojrzałam mężowi głęboko w oczy i zapytałam: „Kochanie…kiedy następne??”

  • Heh najbardziej zakręcone co zrobiłam i czego nigdy nie zapomne to była kąpiel nago w naszym pięknym Polskim Bałtyku. A co jest najlepsze byłam trzeźwa i był wczesny (jasny) wieczór. Nie zapomnę tego do końca życia

  • co najbardziej zakręconego zrobiłaś/-eś w swoim życiu?

    Po ukończeniu szkoły poszłam pracować do Mc’Donaldu. Nie jest to wymarzona praca , ale potrzebne były mi pieniądze na dalszą naukę. I tak właśnie zaczęła się moją zwariowana historia, która odmieniła moje życie o 360 stopni. Zakręcone było to ze zakochałam się w cheesburgeru który tam pracował. Dość szybko zostaliśmy para. Pomimo ze ja jestem katoliczka, a on ewangielikiem byliśmy razem. Dziadka się to nie podobało, wiadomo te poglądy religijne. Nie przeszkadzało nam to. Pewnego lata pojechaliśmy na wakacje do Tunezji i tam stało się coś spontanicznego. On uklek ujął moja dłoń w swoja i zapytał: czy sprawisz mi wielka radość mojemu sercu, uwolnisz od wszelkiego złego zostając moja zona?. Tak…. Było to w 2009 roku znaliamy się 4 lata będąc para. Do dziś mam go przy swoim boku jako męża. Z tej miłości powstało nowe życie, a mianowicie na świat przyszła nasza mala kochana córeczka. Do dziś uważam ze najbardziej zakręcone było spotkać szczęście w życiu 😀 Kocham ich nad życie.

  • skoczyłam na bungee pomimo że mam lęk wysokości :) było strasznie ale cudownie. Chcę jeszcze ale nigdy więcej !

  • Po ukończeniu szkoły poszłam pracować do Mc’Donaldu. Nie jest to wymarzona praca , ale potrzebne były mi pieniądze na dalszą naukę. I tak właśnie zaczęła się moją zwariowana historia, która odmieniła moje życie o 360 stopni. Zakręcone było to ze zakochałam się w cheesburgeru który tam pracował. Dość szybko zostaliśmy para. Pomimo ze ja jestem katoliczka, a on ewangielikiem byliśmy razem. Dziadka się to nie podobało, wiadomo te poglądy religijne. Nie przeszkadzało nam to. Pewnego lata pojechaliśmy na wakacje do Tunezji i tam stało się coś spontanicznego. On uklek ujął moja dłoń w swoja i zapytał: czy sprawisz mi wielka radość mojemu sercu, uwolnisz od wszelkiego złego zostając moja zona?. Tak…. Było to w 2009 roku znaliamy się 4 lata będąc para. Do dziś mam go przy swoim boku jako męża. Z tej miłości powstało nowe życie, a mianowicie na świat przyszła nasza mala kochana córeczka. Do dziś uważam ze najbardziej zakręcone było spotkać szczęście w życiu 😀 Kocham ich nad życie.

  • Najbardziej zakrecona rzecza jaka zrobilam to pojechanie na gape pociagiem z Katowic do Zywca tylko po to, zeby z moim chlopakiem zrobic sobie tam ognisko i upiec kielbaski : ) W drodze powrotnej uciekalismy po calym pociagu przed konduktorem, bo chcial nas z niego wyrzucic i niestety mu sie to udalo i tak 3 razy mielismy :)W czwartym pociagu mila Pani z baru w pociagu nas ukryla i w ten sposob udalo nam sie skonczyc ta podroz :) Nigdy tego nie zapomne 😀

  • Monika Selerzyńska

    Pamiętam jak dziś ten zakręcony dzień. Umówiłam się telefonicznie do zaprzyjaźnionego salonu kosmetycznego na paznokcie. W dniu wizyty wszystko było jak na wariackich papierach ,że z cudem zdążyłam na daną godz. Ale tu mnie Spotkało wielkie zaskoczenie a jeszcze bardziej zaskoczona była kosmetyczka bo dla niej nie byłam umówiona ;( Stanęłam w szoku i tłumaczę ze rozmawiałyśmy przez tel i na bank miałam dziś termin wizyty. Kalendarz został przewertowany kilkakrotnie a mojego nazwiska nie było. Więc załamana jeszcze raz umówiłam się na wizytę w salonie. Wychodząc zastanawiałam się jak to się mogło stać przecież rozmawiałam przez tel i zanotowałam od razu datę i godz. Sprawdziłam jeszcze raz w tel jak szukałam przez stronę nr kontaktowego do mojego salonu wpisując dokładnie to samo co tamtego dnia. I wtedy wszystko się wyjaśniło okazało się , że umówiłam się owszem na paznokcie do salonu o tej samej nazwie ale oddalonego o 30 km od mojego miejsca zamieszkania.Kiedy przyszłam na umówioną wizytę opowiedziałam to dziewczynom z salonu uśmiały się do rozpuku a ja wyszłam na nieźle zakręconą kobietkę

  • Uchodzę za osobę bardzo poważną, delikatnie mówiąc ” sztywną”. Pamiętam, że nawet w szkole jeśli tematem pracy miało być opisanie zabawnej sytuacji, wzbudzało to we mnie ogromne przerażenie, związane z nieporadnością w materii dla mnie zupełnie obcej. Moje życie to takie nazwałabym od kropki do kropki, więc zastanawiam się dlaczego teraz piszę w konkursie z zakręconą historią w tle. Czytanie wypowiedzi
    uczestników tej zabawy maluje uśmiech na mojej twarzy, a sama nie potrafię znaleźć sytuacji, w której to ja zrobiłabym coś zwariowanego, bo zawsze chciałam być taka „poukładana”. Teraz dopiero uświadomiłam sobie, że z trudem przychodzi mi przyznanie się do tego, że piszę to już po raz enty, potem kasuję bo mi trochę wstyd i znowu zaczynam. Więc tak naprawdę udział w tym konkursie mogę uznać ze swojej strony za zakręcony pomysł ale może to jest dobry momemnt aby zatrzymać się i coś w swoim życiu zmienić aby nabrało ono barw…

  • Najbardziej zakręconym wydarzeniem w moim życiu były zaręczyny po 24-godzinnym spotkaniu z moim obecnym mężem.Ślub odbył sie dopiero miesiąc po zaręczynach tylko dlatego że ustawa wymagała 30-dniowego leżakowania dokumentów, gdyby zależało to od nas slub byłby natychmiast. część gości na slubie traktowała tą opowieść jako żart, ale tak się właśnie stało :) Teraz planujemy dzidziusia :)w życiu najważniejsze są dni, których nie znamy, bo nigdy niewiadomo co czeka na Nas za zakrętem i czasami warto dac ponieść się szaleństwu i płynąć z jego nurtem. Na koniec dodam że w przyszłym roku skończę 30 lat, mam dwoje dzieci z poprzedniego małżeństwa więc nie był to kaprys nastolatki która na złość mamie chciała odmrozić sobie uszy. poprostu zdarzyła mi się miłość :))

  • No to tak… Od czego by tu zacząć… To było jakieś 1,5-2 lata temu. Byłam strasznie podekscytowana. Czekalam na ten moment od dawna. Dobra, dobra już mówię o co chodzi.
    Pojechałam wraz z siostrami na drugi koniec Polski na koncert znanego artysty. Nie będę pisać o kogo dokładnie chodzi. Mogę powiedzieć tylko, że jest oszałamiająco przystojny, ma piękny głos, charakter, świetnie się ubiera i w ogóle jest idealny… Dziewczyny możecie się jedynie domyślać o kim mowa.
    Koncert zaczyna się. Ja wraz z moimi siostrami stoimy w pierwsym rzędzie koło barierek. Minęło może 15 minut, nagle ku mojemu zaskoczeniu artysta podchodzi do barierek. Nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło…Przedarłam się przez barierki, nie były wysokie, wskoczyłam na scenę i rzuciłam się na jego szyje. Oczywiście nie trwało to długo. Chwile później wkroczyła ochrona i natychmiast wynieśli mnie ze sceny. Wróciłam na swoje miejsce ze wzgledu na to, że były tam moje siostry. Strasznie się ze mnie nabijały, choć mi wcale nie było do śmiechu.
    Sytuacja rzenująca…bynajmniej wtedy. Dziś się z tego śmieje i w sumie cieszę się, że mogłam choć przez chwilę dotykać faceta moich marzeń.

  • Mając 41 lat (w tym roku) po raz pierwszy przebiegłam maraton (42,195 km)!Maraton Mazury – po lesie – w czasie 4 godziny :) Po 10 miesiącach biegania!

  • Przebrałam się za kota( strój lamparta z ogonem) +uszy opaska i odpowiedni make up, Tak wystylizowana kilka godzin spacerowałam po mieście (wiadomo kończąc szkołe średnią przebieranki itd) Co zrobiłam zakręconego ?? Wracałam tak ubrana do domu autobusem 20km pełnym ludzi oraz z przystanku do domu w małej miejscowości, gdzie szkoły średniej nie ma, więc byłam jedyna, która była przebrana. Szłam pewnie kręcac ogonkiem hahah:D Bardzo pozytywnie wszyscy mnie odebrali :D:D Miny i komentarze uśmiechających się seniorów,dzieci bezcenne ;))

  • Najbardziej szalone było pójście z plecakiem na dworzec i podróż pierwszym pociągiem jaki podjechał. Tak losowo wybrałam sobie do zwiedzania Katowice :)

  • Przezwyciężyłam swój lęk wysokości i skoczyłam na najwyższym bungee w Europie, jednocześnie nurkując w morzu.

  • Pojechałam z koleżanką , pociągiem z Chełma do Puław na dyskotekę .. rano nie miałyśmy pociągu żeby wrócić do Chełma . Każdy się martwił o nas i kazali szybko wracać do domu . Więc wróciłyśmy taryfą do Chełma zapłaciłyśmy 500zł ale znalazłysmy się w Chełmie w 2godziny nie całe .. i nikt się nie dowiedział ze tam byłysmy ..

  • Co najbardziej zakręconego w źyciu zrobilam? Dwa dni przed zeszłorocznym sylwestrem zaproponowałam mojej zgranej paczce wyjazd samochodem do Macedonii ( ok.1400 km )! 😉 Udało się! To była nasza najpiękniejsza wycieczka w życiu, może nie byłaby taka piękna, gdyby nie była aż tak spontaniczna ;)) poszlismy wszyscy do swoich domów, zapakowalismy tylko najpotrzebniejsze rzeczy i za godzinę mielismy spotkać sie u mnie. BYŁO CUDOWNIE! ;)) takie spontaniczne wypadziki sa najlepsze! 😉

  • Udział w tym konkursie to najbardziej zakręcona rzecz w moim życiu;)
    Za zwyczaj sceptycznie podchodzę do tego typu konkursów i jakoś nie bardzo mogę uwierzyć, że mogłabym wygrać nagrodę rzeczową.
    Dlatego tak sobie myślę, że musiało mnie nieźle pokręcić biorąc udział w konkursie…z drugiej strony spróbować nie zaszkodzi;)

  • Niedawno wracałam rano ( godz. 8) z przedszkola gdzie odprowadzałam mojego 4-letniego synka. Szłam sobie słuchając muzyki, kiedy nagle jakiś chłopak (nie powiem, nawet niczego sobie) zaczepił mnie i mówi czy może o coś spytać. Pomyślałam, że to jeden z tych ankieterów co często próbują nam wcisnąć jakieś perfumy w „okazyjnej” cenie. Ale nie. On się mnie pyta kiedy ostatnio zrobiłam coś szalonego z rana. Zaczęłam intensywnie myśleć ale jakoś nic mi do głowy akurat nie przychodziło, a on wtedy zapytał czy w takim razie on może coś zrobić. Powiedziałam: „zależy co to będzie”. I wtedy on poprosił mnie do tańca w środku miasta na chodniku, pomijając to że bez muzyki. W pierwszej chwili pomyślałam: „wariat”, ale później stwierdziłam, raz się żyje i zaczęliśmy tańczyć. Trwało to zaledwie chwilkę, ale Fantastyczny Humor miałam zapewniony do końca dnia :) Życie nie musi być szare i ponure :)

  • Poderwałam chłopaka w sklepie komputerowym. Umówiłam się z nim na piwo i zapomniałam o tym fakcie. A biedny czekał na mnie 😉 Do dnia dzisiejszego jesteśmy razem już jako narzeczeństwo.

  • Zakręcona to ja jestem całe życie. Mnóstwo było takich sytuacji, ale taką, która zapadła wszystkim w pamięć to mój własny ślub. Dzień wcześniej mieliśmy próbę w Kościele i do ołtarza szłam w podskokach i wszyscy znając mnie modlili się, żebym na ślubie zachowała się jak „człowiek” :) ale w dniu ślubu byłam już tak zakręcona, że: nie ubrałam rajstop (na szczęście było ciepło), nie zabrałam z mojego mieszkania do domu rodzinnego podwiązki, kosmetyków, no niczego (na szczęście suknia była już tam od kilku dni). Poratował mnie tata, który ze zdjęciami z internetu biegł do drogerii, po puder matujący, bibułki, błyszczyk i szczoteczkę do zębów (na szczęście malowała mnie kosmetyczka, która miała swoje kosmetyki bo inaczej byłaby tragedia:), ale wiadomo każda kobieta musi mieć jakieś kosmetyki ze sobą, zwłaszcza w tym szczególnym dniu.
    Ostatecznie wylądowałam w kościele bez bolerka (ksiądz nie był zachwycony moimi odkrytymi ramionami) prawie na ostatnią chwilę, bo tłumaczyłam tacie przez telefon jaki błyszczyk ma kupić i dlaczego nie ten, który trzyma w ręce (nie wiedząc jaki trzyma).
    Na koniec mszy ksiądz, który udzielał nam ślubu podszedł do mnie i powiedział, że następnym razem zakryłabym ramiona, a ja powiedziałam że właśnie wyszłam za mąż i następnego razu nie będzie. Nie pomyślałam że chodziło mu o kolejną wizytę w Kościele, a nie o kolejny ślub. Mina księdza: bezcenna :)

    Pozdrawiam!

  • hmmm….
    Chyba najbardziej szalone w moim zyciu bylo urodzenie córki w 7 minut (tyle czasu minelo od chwili wejscia na porodówke a przyjsciem malej na swiat)
    Lekarz nie zdarzyl mnie zbadac, polozna nie zdazyla sie przebrac…wszystko na wariackich papierach 😀
    Niemniej szalone jest to co teraz dzieje sie w moim zyciu :)
    Ponad 2 miesiace temu na portalu randkowym poznalam faceta. Niby normalne, przeciez te portale wlasnie po to sa…Ale nie w moim przypadku. Kiedy do mnie napisal pierwszy raz bylam w zwiazku z innym. Mimo to zaryzykowalam prawie 2 lata zwiazku i pojechalam ponad 400 km zeby sie zobaczyc z nowo poznanym mezczyzna :) Dzis nie zaluje tej decyzji i mam nieodparte wrazenie ze nigdy juz nie bede jej zalowac :) Z Jackiem planujemy wspolna przyszlosc za kilka miesiecy razem z dziecmi przeprowadzam sie do niego i zamierzam byc w koncu szczesliwa…..cholernie szczesliwa 😀

  • Najbardziej zakręconą rzeczą jaką zrobiłam było poproszenie mojego chłopaka o rękę :)) a dziś jestem jego żoną już od 5-ciu lat.

  • Kilka lat temu wkręciłam się w romans z 10 lat młodszym facetem ode mnie, zaznaczę ,że ja miałam 28 on 18 :-) , tak się w to wkręciłam,że totalnie zakręcił mi życie. Świat chciał to odkręcić a ja zostałam jego żoną:-) i mam nadzieje,że nasze wkręcenie będzie trwało wiecznie…

  • Najbardziej zakręconą rzecz w życiu zrobiłam po zakończeniu studiów licencjackich. Wtedy to po obronie postanowiłam wybrać się na tak zwanego „stopa” do Japoni… a na „stopa” dlatego, że jak to studentkę – nie stać mnie było na podróże samolotem/autokarem/etc.
    Tak więc po obronie rozpoczęłam pakowanie. Zabrałam ubrania, kosmetyki, dokumenty i wyruszyłam. Że należę do osób, dla których telefon komórkowy mógłby nieistnieć – zapomniałam go zabrać… Spostrzegłam się, że go nie mam dopiero, gdy byłam już około 30 km od mojego domu. Wtedy to miałam dać znać rodzinie, że nic mi nie jest, jestem cała i zdrowa oraz, że znalazłam miejsce gdzie można się wyspać, a na drugi dzień ruszam dalej.
    Tak więc rozpoczęłam paniczne poszukiwanie miejsca, z którego można zatelefonować do rodziny. Znalazła się jakiś chłopak, który pozwolił mi skorzystać ze swojego telefonu. Potem rozpoczął ze mną rozmowę co tu robię i gdy dowiedział się o moim pomyśle spytał, czy może dołączyć, bo nigdy niczego zwariowanego nie robił, a na to miał właśnie ochote. Tak więc dołączył do mnie, w kolejny dzień ruszyliśmy razem. Udało nam się złapać na granicy polskiej jakiś bus, który jechał do Rosji, zabrał nas na „stopa” a później, to juz jakoś szło 😉

  • Najbardziej zakręconą rzeczą jaką zrobiłam było wyjechanie na Kasprowy Wierch w krótkich szortach,topie na ramiączkach i japonkach :)Do dzis ze śmiechem oglądam zdjęcia,choc wtedy nie było mi wesoło.Ludzie patrzyli na mnie na jak wariatkę,śmiali się no i zmarzlam do szpiku kości :)

  • Codziennie zdarzają mi się zakręcone sytuacje, najczęściej wkładam brudne talerze do pralki zamiast do zmywarki. Jednak jedną z rzeczy które zrobiłam totalnie na wariackich papierach to skok z przyjaciółką z bungee, nie zastanawiałyśmy się długo, jeszcze w trakcie wjeżdżania na dźwig dwa razy się rozmyślałyśmy ale się udało i nie żałujemy :)

  • Pojechałam sama do Paryża 😛 rodzicom powiedziałam że jadę z przyjaciółką, niestety jej rodzice na wyjazd się nie zgodzili, a ja nie mogłam zmarnować szansy zobaczenia wymarzonego przeze mnie miejsca.
    To było bardzo szalone, ale dzięki bardzo miłym Paryżanom czas tam spędzony był dla mnie nie do zapomnienia!

  • -„Trzymaj się mocno!Dasz radę!Dalej,nie poddawaj się!” – powtarzałam sobie w myślach te słowa. Trzymałam się kurczowo czując narowiste wierzgnięcia. Do tego przeszywający ból, który był obecny w każdym mięśniu…
    -„Ruszaj biodrami!” – z każdej strony dobiegały mnie aplauzy widzów, napalonych i pijanych facetów i wpatrzonych we mnie równie szalonych i pokręconych kobiet jak ja! Na wszystkie strony rzucało mną, jednak nie miałam wyboru musiałam dotrwać do końca…nawet palący ból moich ud nie był w stanie mnie zatrzymać, zacisnęłam je jeszcze mocniej!Poczułam, że już nie mogę, że zaraz spadnę, że to już koniec! Jednak wtedy mechaniczny koń się zatrzymał, a ja mogłam na drżących nogach osunąć się na zniszczony materac. Dookoła mnie rozległo się gwizdanie i wiwatowanie, a z głośników usłyszałam swoje imię i komentarz -„Oto jak kobieta ujeżdża!”Uśmiechnęłam się sama do siebie na myśl, że to o mnie, że jednak potrafię być pokręcona, że nawet mimo iż na co dzień jestem poważną panią adwokat na wakacjach umiem czerpać z życia wszystko co od niego dostaję :)

  • Dałam się porwać przez ninja na Woodstocku 😀

  • Z drżeniem serca i kończyn zgłosiłam się jako wolontariusz na obóz dla osób niepełnosprawnych umysłowo oraz chorych psychicznie. Już w autokarze miałam ochotę wyskoczyć i uciec gdzie pieprz rośnie, ale… przetrwałam pełne 2 tygodnie. To okres, który trudno zamknąć w kilku słowach – naszpikowany emocjami, pełen wyzwań, obaw, ale też satysfakcji i radości. Co było w tym zakręconego? Przede wszystkim ludzie, z którymi przyszło mi spędzać noce i dni… tworzyli niesamowicie, niecodziennie zakręcony klimat :)

  • Mój dobry znajomy ma swój zespół, pogrywa na weselach, festynach itd. Zawsze kiedy gra na jakimś festynie, ja również wybieram się na tą zabawę z resztą znajomych. Pewnego wieczora, podczas gdy mój znajomy śpiewał moją ulubioną piosenkę,ja, wkręcona w wir zabawy wskoczyłam na scenę w celu pokazania swoich umiejętności wokalnych (oczywiście ich nie posiadam, jedynie znałam tylko tekst)… zadowolona wzięłam do ręki mikrofon, lecz zdążyłam „wyśpiewać” zaledwie 3 zdania, ponieważ ze sceny ściągnęła mnie „festynowa ochrona”, czyli panowie pilnujący porządku 😛 No cóż, choć przez chwilę mogłam poczuć się jak gwiazda wieczoru. Znajomi do dzisiaj ze mnie się naśmiewają, ale przecież do odważnych świat należy, a moim mottem jest: „ten kto się nie bawi, nie żyje” :)

  • Co najbardziej zakręconego zrobiłam w życiu? Związałam się z chłopakiem 7 lat młodszym 😉 w dodatku poznanym na czacie, mimo iż nie wierzyłam w miłości poznane on-line, a z młodszymi facetami nawet rozmawiac nie chciałam 😀 Jestesmy razem juz 3 lata, a więc nigdy nie mów nigdy!

  • Witam.
    Tak naprawdę każdy z nas ma w sobie coś szalonego i tak naprawdę każdy zrobił chociaż raz w swoim życiu „zakręconego”.
    Co ja najbardziej zakręconego zrobiłam do tej pory? Jeszcze jak miało się te 15lat i w głowie nie za wiele, było tego mnóstwo- niektórymi rzeczami niekoniecznie można się pochwalić :) Teraz jestem starsza i dojrzalsza, ale nadal jestem sobą i zdarza mi się zaszaleć.
    Jednak najbardziej zakręcona rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłam, to taaa dammm- zmiana fryzury! Być może niektórym wyda się to mało szalone i zbyt banalne, ale dla mnie, to było zupełne szaleństwo. Nie tatuaż w wieku 17lat w tajemnicy przed rodzicami, nie kolczyk w języku, ani pierwsze piwo.
    Szczerze, jestem osobą bojącą się zmian. Szczególnie jeżeli chodzi właśnie o włosy. Bardzo dbam o swój wygląd i boję się go zepsuć. Włosy, to mój priorytet. Prze 21 lat miałam praktycznie jedną i tą samą fryzurę, co najwyżej kolor jej się zmieniał, choć też nieznacznie. W marcu tego roku postanowiłam zrobić sobie prostą grzywkę. Totalnie zakryć czoło po tylu latach. Bałam się, ale zmiana wyszła na lepsze. Z początku było dziwnie. Choć mnóstwo z nią problemów, to w końcu podobam się sobie i nie mogę się z nią rozstać do dziś. To najbardziej zakręcona rzecz w moim życiu, bo wystarczy lekki wiatr, trochę deszczu i grzywka kręci się jak szalona…ech. Pozdrawiam, Paula

  • Najbardziej zakręconą rzeczą był skok z samolotu na spadochronie ! Nigdy tego nie zapomnę. Tak się bałam ale postanowiłam to zrobić

  • Jako nastolatka…
    Byłam bardziej buntownicza niż aktualnie…
    Wszystko robiłam na odwrót…
    Czy wyszło mi to na dobre?
    Zaczęłam uczyć się na swoich błędach…
    Więc poniekąd… Tak…
    W wieku 15 lat…
    Zrobiłam coś wychodzącego poza normy…
    Czyli coś zwariowanego…
    Po lekcjach gdy wróciłam do domu…
    Zamiast odrobić zadanie z matematyki…
    Urządziłam sobie „gabinet kosmetyczny”…
    Bo postanowiłam zrobić…
    Co?
    Kolczyka…
    Nie w uchu…
    Lecz nosie…
    Czy doszło do tego?
    Tak…
    Tylko zajęło mi to ponad godzinę…
    Więc w efekcie…
    Miałam upragnionego kolczyka…
    I wielką opuchliznę…

  • Może jedno z kilku zakręconych sytuacji z moim udziałem… W trakcie seansu w kinie z moim chłopakiem na filmie,który w ogóle mnie nie interesował(zrobiłam to ze względu na Niego;)wyszłam do toalety. Wróciłam na sale, usiadłam, zjadłam popcorn, wypiłam colę… Niby wszystko ok. Jednak dopiero po zakończeniu zobaczyłam,że przysiadłam się do obcych ludzi w innej sali…Pomyliłam wejścia i nawet nie zorientowałam się,że oglądam inny film… Mój chłopak troszkę się złościł ale w końcu wybaczył:D

  • Pamiętam jakby to było wczoraj…Szybko podjęta decyzja, odpaliłam samochód i wyruszyłam do Zakopanego. Tam, przy Gubałówce znajduje się Bungee Jumping:) Ostatnio skoczyłam w czerwcu i nie zapomnę tego do końca życia. Moment skoku jest najgorszy i najlepszy zarazem:) Genialna przygoda! To co dzieję się wtedy w głowie jest nie do opisania…

  • najbardziej zakręcona sytuacja. sex z moim chłopakiem w jego firmowej koparce.

  • Jestem na zakupach jesiennych, wybrałam wymarzony płaszczyk i przypominam sobie, że zostawiłam portfel w domu. Co tu robić? Kieszonkowiec czy złodziejaszek ze mnie marny, a właściwie beznadziejny. Jeden jedyny raz cichcem przemyciłam z kuchni do swojego pokoju kawałek ciasta. Udało się? A gdzie tam! Nie zdążyłam nawet wziąć kęsa i zatopić zębów w przepysznym czekoladowym, puszystym serniku, a tu w drzwiach ukazała się mamina sroga mina. Cóż więc robić? Pożyczenie niestety również odpada- życzliwi przechodnie z pewnością nie zrozumieją tak ważnej dla mnie sprawy. Swoją drogą, smutny ten dzisiejszy świat. Społeczeństwo nie zechce pomóc tak zdesperowanej kobietce jak ja, pragnącej tylko nowego płaszczyka…

    Może poproszę kasjerkę o pomoc? W końcu kto jak nie ja, został na uczelni ‚małą miss słodkiej minki’ zdolną przełożyć nawet najtrudniejsze kolokwium? Niestety, czasy nie te. Oszustów na pęczki, panie ekspedientki coraz ostrożniejsze, chcą sprzedać, zarobić, a nie czekać na zapominalską klientkę z odłożonym pod ladą najpiękniejszym płaszczykiem świata.
    Już wiem! Znacie te ogromne sterty bluzek, bluzeczek, koszulek, piętrzące się w każdym sklepie na poziomych półkach, czekających aż ktoś będzie wśród nich szukał swojego rozmiaru? Ale jak tu upchnąć płaszczyk? Jednak rozmiar inny niż zwykłego, maleńkiego t-shirtu… Co tu robić? Co tu robić? Pytanie jak oszalałe krąży mi po głowie! Telefon do przyjaciółki? Owszem, świetny pomysł! Szkoda tylko, że najlepsza mieszka jakieś 200 km stąd, a miejscowe koleżanki w pracy, na wykładach… Ukochany? Nie zrozumie. Wiem! Wiem! Wiem! Moja wścibska sąsiadka! Jest ratunek! Jakże ja nie znoszę tej paskudnej kobiety! (chętnie powiedziałym wstrętnej baby, ale czy to ładnie tak mówić o staruszce?)
    Tak więc, pani Zosia, to krzepka sześćdziesięciolatka znająca życiorysy całego bloku, jeśli nie osiedla. Wolne chwile spędza w swoim oknie, przy windzie, bądź ławeczce nieopodal domofonu. Jej uwadze nie umknie nic! Już nie raz skutecznie zniechęciła mnie do siebie, wypytując o wszelkie szczegóły z mojej szarej codzienności, ale teraz tylko ona może mi pomóc… Zocha Klakrus, jak zwykli o niej mówić mniej obeznani z moim życiem sąsiedzi, nie przepuści żadnej okazji, żeby zajrzeć do mieszkania lokatorów. Dzwonię więc do niej prosząc aby pożyczyła klucz od woźnego naszego bloku. Życzliwy pan Janek to człowiek o złotym sercu i równie złotych, uczynnych rękach. Proszę go więc przymilnie, z telefonem przy uchu, aby przekazał Klakrusce klucz. Sąsiadka, rozochocona moim chytrym planem, niezwłocznie pojawia się w moim małym, kolorowym mieszkanku, i wyjmuje odłożone na czarną godzinę pieniądze ( nie dziwcie się tą czarną godziną! właśnie taka nadeszła- nie mogę kupić płaszczyka, na który czekałam całe życie!!!)
    Oczywiście, bierze też więcej- taksówka nie wozi za darmo nawet emerytek, a komunikacja miejska taka zatłoczona i źle zorganizowana. Cóż poradzić. Wzdycham z irytacją, ale czekam mimo wszystko wdzięczna staruszce za poświęcenie. Chociaż z drugiej strony jakie poświęcenie? Dla pani Zosi to istna przygoda! Czekam, aż tu nagle widzę sąsiadkę podążającą ku sklepowi, w którym czekam wciśnięta w ciasny kąt z płaszczem pod pachą. Jakie było moje zdziwienie gdy Zocha Klakrus z uśmiechem wręcza mi pieniądze śmiejąc się, że większą wariatką była tylko ona!Z wdzięczności przytulam panią Zosię i w myślach postanawiam nazywać ją już tylko tak. Szybko kupuję upragnioną zdobycz i zapraszam sąsiadkę na deser. Rozmawiamy, obie śmiejąc się z całej historii, a moje serce bije z radości tak głośno, że pani Zosia pyta się czemu wciąż pukam w kaiarniany stoliczek. W myślach krzyczę- udało się! Wyśniony, wymarzony, najcudowniejszy płaszczyk jest mój! Tylko mój! Od dziś zawiśnie w mojej pachnącej, wymuskanej szafie, na wieszaczku z kokardką i będzie cieszył co dnia moje oko. Codziennie, będzie też towarzyszył mi na uczelni, zakupach, randkach i… spotkaniach z panią Zosią ;)))„

  • Nigdy nie umialam plywac , no ale co sie nie robi zeby z wakacji mieć piękne zdjecia do pokazywania …

    Pojechalismy do tatralandi . zjezdzalnie , baseny , poprostu bomba !
    .Oczywiscie wybralam najwieksza zjezdzalnie jaka tylko byla , do tej pory pamiętam jak sie bałam ,
    kilka razy trzymajac swoj ponton i czekajac w kolejce mialam ochote sie rozplakac i zejsc na dol , no ale wiedzialam ze na dole czeka moj chlopak z aparatem aby uchwycic najlepszy moment :)
    No i nadeszla moja chwila,. Serce walilo mi jak mlotem . przygotowalam sie (chyba cala zdrowaske mialam odmowiona ) zobaczylam zielone swiatlo i ruszylam
    Nie pamietam jak bylo bo mialam zamkniete oczy , ale wiem ze trwalo to wiecznosc
    Sila przy wylocie byla tak duza , ze omalo nie wypadlam poza basen ale nie to bylo najgorsze
    Moj chlopak tak jak mu kazalam robil zdjecia , i moze byly by fajne gdyby nie to ze wszyscy patrzeli akurat na mnie spanikowana, siedzaca na tym pontonie nieruchomo i… bez stanika!!!!
    Tak !! Sila byla tak duza a moje sznureczki za lekko zawiozane ze przy wylocie poprostu mi spadl !
    Myslalam ze spale sie ze wstydu ,
    teraz moze i jest to zabawne patrzac na te zdjecia ale wtedy nie widzialam co mam zrobic :)
    Mysle ze nic bardziej zwariowanego juz zyciu nigdy nie zrobie

  • Najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłam to Skok na bungee,chciałam komuś to udowodnić że skoczę i udało się

  • Moja zakręcona historia .

    To było paręnaście lat temu kiedy jeszcze miałam naście lat i kupę odwagi.Dziś nie zrobiła bym czegoś takiego zabrakło by mi pary.Otóż to był burzliwy okres w moim życiu ,świadomość że podobam się chłopakom kompletnie pozatykała komórki odpowiedzialne za myślenie.Miałam wtedy chłopaka nieco starszego ,ułożonego-aż za bardzo ułożonego bo chyba nie za bardzo mi to pasowało.Chłopak miał swój sklep i troszkę większe możliwości finansowe.Ale nie jestem materialistką i jak to mówią nie poleciałam na kasę,podobało mi się w nim to że jest trzeźwo myślący,że nie interesuje go tylko zabawa ale że myśli też o przyszłości.Jednak po kilku tygodniach bycia razem zaczęło mnie to nudzić potrzebowałam powietrza ,zabawy,i wtedy poznałam tego drugiego,całkowite przeciwieństwo tamtego.Rozrywkowy szalony,chłopak który żyła z dnia na dzień.Podobało mi się to i fascynowało mnie takie podejście do życia.Po kilku dniach nie mogłam się zdecydować z którym chcę być i jeden i drugi mieli to coś czego ja szukałam u chłopaka.Gdyby tak dało się ich połączyć…ale niestety nie dało się.Pewnego dnia było u nas w mieście takie święto ,zabawa organizowana raz w roku ,dni miasta.A ja dostałam propozycję od obydwóch chłopaków wspólnego wyjścia na tę imprezę.Tylko że z jednym to była by super zabawa bo białego rana pełna karuzel, potańcówek.A z drugim romantyczne kilometry które pokonywalibyśmy trzymając się za ręce.Po długich namysłach wybrałam tego pierwszego wolałam świetnie się bawić do samego rana.Tylko musiałam się jakoś usprawiedliwić przed tym drugim.No więc udałam że jestem chora świetnie się składało bo on też był przeziębiony i miał właśnie mi zaproponować abym poszła sama.Super pomyślałam,i poszłam na potańcówki z tym pierwszym,jednak nie pomyślałam że może ten drugi będzie chciał mnie sprawdzić,i tak też było był sprytniejszy -a jednak.Przechadzając się z po całym tym festynie nagle natknęłam się na tego pierwszego.Masakra nic gorszego nie mogło mnie spotkać,było mi okropnie głupio i przykro i już nie byłam taka mądra jak planowałam to całe oszustwo.Ta przygoda wiele mnie nauczyła nie dość że zostałam całkiem sama to jeszcze obydwóm chłopakom należały się przeprosiny i wytłumaczenia .Na szczęście obydwoje mi wybaczyli i zostaliśmy kumplami.Uf ale ulga ale drugi raz już nie zrobiłam takiej głupoty chciałam mieć wszystko a nie miałam nic.

  • Nawiałam sprzed ołtarza gdzie miałam wziąć ślub z chłopakiem z którym byłam przez siedem lat. Jakoś wcześniej docierało owszem do mnie że to nie facet dla mnie, ale nie wiedziałam co z tym zrobić. A jak już zrobiłam to na całego.;) Jesli komuś się wydaje że wygląda to tak przyjemnie i bezproblemowo jak na amerykańskich filmach to od razu mówię: wcale nie. Rodzinka ma mord w oczach i liczy straty, że już nie wspomnę że patrzą na cżłowieka jak na wariata. Na szczęście to wszystko po jakimś czasie minęło i dziś jestem szczęśliwą żoną kogoś zupełnie innego. Choć „na wsi” do dziś wspominają mój wybryk.:)

  • Najbardziej zakręconą rzeczą jaką zrobiłam w życiu było..wygranie w zakładzie mojego pierwszego pocałunku! :)
    Miałam wtedy 17 lat i strasznie podobał mi się pewien chłopak, zresztą mój bardzo dobry kolega. Nie wiedziałam w jaki sposób mogę go poderwać lub wymusić na nim pierwszy krok. Pewnego razu założyliśmy się o pewną kwestię i postanowiłam skorzystać z okazji, jako nagrodę wybrałam pocałunek i wygrałam! To była chyba najlepsza nagroda jaką udało mi się zdobyć kiedykolwiek w życiu :)

  • Najbardziej zakręconą rzeczą jaką zrobiłam w życiu była impreza w klubie gejowskim, gdzie przetańczyłam całą noc z najstarszą Drag Queen w Polsce. :)

  • Najbardziej zakręcona rzecz ? To chyba obrona pracy magisterskiej w dniu ślubu – MOJEGO ! Oczywiście nikomu o tym nie powiedziałam ! Rano fryzjer, makijaż, a o 12 w ekspresowym tempie udałam się na obronę ! Oczywiście, profesorowie wiedzieli, że mam dzisiaj ślub, więc poszło mi jak po maśle ! Obrona na PIĘĆ i mogłam już tylko cieszyć się tym wyjątkowym dniem ! 😀

  • Gdy zobaczyłam ten konkurs, zaczęłam się zastanawiać, co ja takiego szalonego (czyt. zakręconego) w życiu mogłam robić… Tak ciężko opisać jedną jedyną sytuację, gdzie poniosła mnie fantazja. A fantazję mam, oj mam:) Mogłam bym opisać sto milionów, miliardów sytuacji, gdzie zabawiłam się na całego lub zrobiłam coś głupiego. Części się wstydzę (np. jak mając 4 lata zabrałam ze sklepu lakier do paznokci, a gdy moja mama się zczaiła musiałam oddać i przepraszać. Teraz jestem wzorem uczciwości:) ), o niektórych nie wie nikt prócz nielicznych osób (może nie powinnam tego pisać, aż rumienię si,ę na samą myśl, ale będąc w 1 gimn. znależliśmy w moim domu jeszcze kasetę VHS z filmem… porno. Gówniarze zaczęliśmy to oglądać, tematu nie streszczę, ale możecie się domyślać. (tak, tak, dla niedowiarków, porno ma też fabułę) Oczywiście jedno stało na czatach w oknie-ukradkiem podglądając. Stres i wrażenia były jednak za duże, może też ruszyło nas sumienie i stwierdziliśmy, że wyłączamy. Ale jak? Nawciskaliśmy w stresie przycisków i jak to kaseta video, taśma się gdzieś wkręciła i się zacięło. Zaraliżowało nas, bo oglądaliśmy tyle kaset, filmów, bajek jeszcze a wciągnęło właśnie to!!!! Zaczęliśmy rozkręcać ten sprzęt, ale widać, że był po przejściach, bo poklejony i sztukowany:P Zaczęliśmy na przemian śmiać się i płakać, napisaliśmy do moich rodziców list z przeprosinami (bez szczegółów) i uciekliśmy. Rodzice do tej pory myślą, że tkwi tam „Kubuś Puchatek”. Na szczęście był to taki czas przełomu, że wchodziły odtwarzacze dvd, w dobrych cenach. Kupiliśmy taki, ale na strychu ciągle leży stare video i się ze mnie śmieje…

  • Z dnia, na dzien postanowilam ze pojade do Egiptu poniewaz stwierdzilam ze mam taka potrzebe,aby zalezc cos ciekawego i byc moze poznac kogos juz tego samego dnia bylam na lotnisku, wyjechalam z kraju a tam poznalam swoja wspaniala milosc z moim ukochanym jestesmy juz 2 lata 😉

  • WYSZŁAM ZA MĄŻ PO 7 LATACH ZWIĄZKU HEHEH

  • Najbardziej zakręconą rzeczą w moim życiu był w latach studenckich wyjazd do Indii na ponad dwa miesiące-z plecaczkiem,bez konkretnego planu-po prosu wyjazd na żywioł/choć na paszport musiałam bardzo długo czekać-dzisiaj kiedy to opowiadam moje dzieci nie rozumieją jak można czekać na paszport/W czasie tych ponad 6- -u dni przeżyłam naprawdę wiele zakręconych sytuacji,poznałam wspaniałych ludzi,osobiście udało mi się przez 5 minut rozmawiać z Matką Teresą,poznałam przepiękną przyrodę,jeden z siedmiu cudów świata,napawałam się orientalnymi zapachami,smakami i kolorami.Wróciłam bez 10-ciu kilogramów/jedyny ubytek.,ale bogatsza w cudowne przeżycia i gotowa na zamążpójście-bo to też był mój okres na przemyślenie czego chcę od życia

  • Jak myślę o najbardziej zakręconej rzeczy w moim życiu to przychodzi mi na myśl śmieszna sytuacja z przed 10 lat. Byłam wtedy można powiedzieć dzieckiem i jechałam na kolonię do Włoch. Zatrzymywaliśmy się gdzieś w Szwajcarii w godzinach nocnych na dużym parkingu i był czas na toaletę. Z racji tego, że była noc i razem z koleżanką byłyśmy zaspane to pomyliłyśmy autokary i wsiadłyśmy do jakichś innych dzieci. Co najlepsze nawet się nie zorientowałyśmy, a do tego nie zorientowały się dzieci ani ich opiekunki w tym autokarze do którego wsiadłyśmy- przynajmniej początkowo. Autokar ruszył..my poszłyśmy spać dalej. Na długo nie zasnęłyśmy, może na 10, 15 min i zaczęła nas budzić jakaś Niemka. Pani zorientowała się, że z nas gapowiczki i autokar cofał się na parking. Na szczęście tam nasza grupa czekała i wszczęła poszukiwania. Śmieję się z tego do teraz, ale co by dopiero było jakby w miarę szybko nie zorientowali się, że nie jesteśmy z niemieckiej grupy?

  • Kiedy chodziłam do liceum nie byłam specjalnie rozpoznawaną osobą, nie lubię jakoś szczególnie rzucać się w oczy.Nie sądziłam jednak, że jeden mały incydent zrobi ze mnie taką „GWIAZDĘ”.
    Miałam wychowawcę, bardzo potężnego MATEMATYKA, którego bali się nawet koledzy z pracy. Ja jednak darzyłam go sympatią, był chyba jedynym sprawiedliwym nauczycielem. W dniu rozdawania świadectw, tak bardzo zrobiło mi się przykro,że to już koniec przygody z liceum i moim wychowawcą, że… kiedy wychowawca dawał mi dyplom i nagrodę za pracę na rzecz szkoły rozpłakałam się i powiedziałam „Niech ja sobie Pana uścisnę” i przytuliłam ogromnego, strasznego nauczyciela Matematyki. On zawstydził się iwyszedł z klasy, wszyscy wybuchnęli śmiechem,a nauczycieli kiedy dowiedziały się o tym incydencie pytały „Jakie to uczucie przytulić Pana …” i przez to zakręcenie stałam się odchodzącą ze szkoły Gwiazdą :)
    P.S. Warto robić w życiu zakręcone rzeczy, bo później tylko takie się pamięta :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Agnieszka

  • Jedyna zakręcona rzecz jaka przychodzi mi do głowy to będąc w liceum, na lekcji matematyki, puściłam po klasie w obieg małą karteczkę z napisem „Jeśli kochałeś się wczoraj w nocy, uśmiechnij się…” (swoją drogą, nie wiem co mi strzeliło do głowy:P) Oczywiście u każdego, kto przeczytał tę kartkę, pojawiał się uśmiech na twarzy:D Tylko, że pech chciał, że karteczka dotarła aż do pierwszej ławki i niestety została zauważona przez nauczyciela od matmy i on tez ją przeczytał. Jego mina – bezcenna! Oczywiście wyszło kto puścił kartkę w obieg, a ja wylądowałam na dywaniku u dyrektora!

  • zakręconych rzeczy w moim życiu było wiele! gdy miałam jakieś 15 lat, byłam z kuzynką w centrum handlowym. tak nam się zaczęło nudzić, że zaczęłyśmy się ścigać, przeskakując przez wszystkie ławki, później zjeżdżałyśmy na poręczach ruchomych schodów. gdy zobaczyli to ochroniarze, zaczęli nas gonić po całym centrum. gdy wreszcie wybiegłyśmy, spotkałyśmy znajomych, z którymi mogłyśmy się wymienić bluzami i dalej szaleć w sklepie. oprócz tego raz czekałam na chłopaka i trochę się spóźniał. normalnie bym już dawno sobie poszła, ale chłopak mi się szalenie podobał! w pewnej chwili zobaczyłam, że stoi tyłem jakieś kilka metrów ode mnie. gdy rzuciłam się na niego, by go przytulić, podeszła do niego dziewczyna. okazało się, że przytulałam obcego chłopaka! było mi szalenie wstyd. 😀 oprócz tego raz na lekcji napisałam karteczkę do koleżanki, na której była plotka pewnej parze. niestety, złapał mnie nasz nauczyciel matematyki i trochę się zdenerwował, gdyż na karteczce było imię jego i naszej dyrektorki! tłumaczyć musiałam się kilka tygodni, a pan do końca mnie nie lubił…

  • Wiele było takich momentów, ale najbardziej szalone? Zdecydowanie noc, kiedy wraz z przyjacielem i przyjaciółką wskoczyliśmy nago o trzeciej nad ranem do morza. Woda była niesamowicie ciepła i pływaliśmy chyba z dobrą godzinę. Problemy zaczęły się dopiero, kiedy po wyjściu z wody, okazało się, że nie mamy ubrań (mi na szczęście została koszulka, bo ją wcześniej zakopałam w piasku, a mojej przyjaciółce majtki). Skończyło się tak, że ja po całości ubrana musiałam lecieć ponad kilometr do naszego domku (w swojej bluzce i majtkach przyjaciółki) i wziąć dla nich ciuchy. Przyjaciele zostali w wodzie nadal nadzy. Na szczęście jeszcze przed wschodem słońca się wyrobiłam i nie skończyło się aż tak źle. Następnego dnia się nawet z tego śmialiśmy, kiedy już pierwsze emocje opadły. :)

  • Kurczę, ten konkurs skłonił mnie do refleksji… Co ja takiego zakręconego robiłam w swoim króciótkim życiu. Więkoszość sytuacji któe przychodza mi na myśl jest zdecydowanie żenujaca 😀 Ale tak, jest dokładnie tak jak jedna z Dzieczyn tu już napisała: takie sytuacje dodaja życiu smaku i to właśnie je będzie się wspominac na stare lata pry kominku”. Drogie wnuki, a wiecie że babcia to kiedyś gotowała jajko w czajniku”. (historia prawdziwa!) Jedną z tych bardziej szalonych było zjedzenie pizzy w Pizzerii Której Nazwy Lepiej Nie Wymienię :) Całość wyglądała jak muzemum PRL’u, ale byłyśmy z koleżanką głodne a lepszego miejsca w pobliżu nie było. No więc decyzja: „Ryzykujemy!” Zamówiłyśmy dużą pizzę na spółkę, bo przecież „duża pizza” jest z założenia duża. Kiedy rozległo się donośne: „Pizzo dużo roooooz!” podeszłam odebrać rzeczone danie do lady, ale znalazłam tam tylko… placek ziemniaczany. Okazało się jednak że to nasza duża pizza, wielkości kromki od chleba, do tego jakas morka, no mówię Wam, tego się nie da opisać 😀 No i to właśnie ta szalona rzecz: zjadłam ten wyrób i ŻYJĘ.
    Inną zakręconą rzeczą, tym razem pozytywnie, było poderwanie Pana dentysty, który wyleczył mi zęba za darmo :)

  • Od wielu lat jeździłam nad morze latem i żadna siła mnie nie zmusiła do zamoczenia choćby palca od nogi – a co dopiero kąpieli. Ostatnio jednak pojechałam nad morze nie latem, lecz zimą. Śnieg na plaży, ludzie w czapkach i rękawiczkach, a tu pada hasło kąpieli morsów. Myślicie, ze stchórzyłam? Udawałam, ze takie kąpiele to dla mnie bułka z masłem! Zanurzyłam się w morz po uszy! A po kąpieli wszystko mnie piekło, tak mi było gorąco!

  • Najbardiej szaloną rzecz jaką zrobiłam to był wyjazd na koncert ulubionej kaeli 500 km od dmu. Nie byłoby nic w tym nic nadzyczajneg, ale jechałam sama stopem. Z perspektywy czasu, oceniam to jako szaleństwo.

  • Nie można sobie wyobrazić nic bardziej zakręconego jak karuzela w wesołym miasteczku. Byłam na swojej pierwszej prawdziwej randce i chłopak zaprosił mnie na gigantyczne koło. Wtedy bardzo chorowałam na chorobę lokomocyjną i wszelkie gwałtowne wstrząsy działały na mnie .. hm, niekorzystnie 😛 Oczywiście nie chciałam grać roli damulki i wpakowałam się na siedzenie z dumną miną i przerażonymi oczyma. Koło zaczęło się kręcić i nie dość, że moje krzyki słyszało całe miasteczko to jeszcze po zejściu dałam popisowego pawia. Tak skończyły się randki w wesołym miasteczku.

  • Wyszłam do hipermarketu po masło i bułki, a wróciłam z nową sukienką, torebką, szpilkami i uśmiechem sięgającym gwiazd! Wyobraźcie sobie minę mojego faceta, czekającego na śniadanie… :) BEZCENNA!

  • Najbardziej zakręcona rzecz jaką zrobiłam w życiu to umówienie się na randkę z facetem z którym nie posługiwaliśmy się wspólnym językiem. Było trudno, ale mega śmiesznie… Była pyszna kawa, blok rysunkowy i ołówki, bo czego nie mogliśmy powiedzieć to narysowaliśmy. Randka nieźle pokręcona, ale i bardzo zabawna.I chyba spodobało się nam obojgu to pokręcenie i oryginalność bo spotkaliśmy się ponownie, a ja z każdą randką uczyłam się nowych słów w greckim języku. Jaki był rezultat tego szaleństwa? Dwoje pokręconych ludzi i ich zakręcone pomysły sprawiły, że okręciliśmy się sobie wokół palców i stworzyliśmy zakręconą parę. Ja już dziś mówię po grecku i dogadujemy się świetnie, parą jesteśmy już 2 lata i planujemy ślub. Nie nudzimy się ze sobą i wierzę, że wiele zakręconych chwil jeszcze przed nami. Morał z tego taki, że warto robić zakręcone rzeczy…

  • mama wysłała mnie do sklepu po sałatę a ja głupia wróciłam z kapustą hehs

  • To było zakręcone dosłownie i w przenośni… Wjechałam wózkiem w drzwi obrotowe i się zaklinowałam… Kręciłabym się bez końca, gdyby nie ratunek Pana ochroniarza :)

  • Jestem trochę zakręcona i w pośpiechu kiedyś telefon niefortunnie wypadł mi z ręki i rozsypał się w drobne kawałeczki. Może specjalistą od techniki nie jestem, ale postanowiłam go samodzielnie złożyć. Udało się! Telefon działa sprawnie do dziś, tylko ku mojemu zdziwieniu został kilka części… 😉

  • Przeprowadziłąm się na drugi koniec Polski do mężczyzny poznanego przez internet zaledwie trzy tygodnie wcześniej. To był dobry wybór już cztery lata jesteśmy razem :)

  • Z wielkiej radości, że zostałam przyjęta do szkoły średniej bez egzaminu, postanowiłam nie czekać z tą radosną nowiną aż 3 godziny na pociąg, tylko pójść do domu pieszo drogą około 16 kilometrów. To był mój wielki błąd. Nie dość że był ogromny skwar, a ja bez żadnego napoju, to jeszcze miałam nieodpowiednie buciki w taką daleką drogę. Co chwila odpoczywałam ponieważ tak bardzo mnie obtarły buciki(potem już szłam na bosaka).Pociąg zdążył przyjechać, a ja jeszcze nie dotarłam do domku, to też rodzice byli zatroskani co się mogło stać, że nie wróciłam pociągiem. A kiedy w końcu dochodziłam do domu rodzice popłakali się z radości że jestem, ja zaś już nie miałam nawet sił chwalić się moim przyjęciem do szkoły tylko pragłam się położyć i ulżyć stópkom całym obolałym. Cóż, emocje wzięły górę nad rozsądkiem, co przypłaciłam długim leczeniem stópek i siedzeniem w domku.

  • Pojechalam sama autostopem z Gliwic do Chorwacji. Był to konkurs, kto najszybciej dotrze z Gliwic na miejsce docelowe – miasta Split. Jechałam przez Czechy, Austrie i Słowenie. Nic niestety nie wygrałam ale było warto!!! To była zdecydowanie najciekawsza i największa zakręcona przygoda mojego życia! Czad!:)

  • Co najbardziej zakręconego zrobiłam w swoim życiu…?:)hmmm…
    Do dziś wspominając ta historię kładę się ze śmiechu gdy ją opowiadam,jednak wtedy gdy to się zdarzyło,nie było aż tak zabawnie…:)
    Szłam na rozmowę o pracę z polecenia do kancelarii byłam dość zestresowana,bo to moja pierwsza rozmowa,nigdy wcześniej w tak oficjalnych rozmowach nie uczestniczyłam.Na miejscu miałam zapytać o Panią o nazwisku Rzepka to ona miała przeprowadzić ze mną rozmowę kwalifikacyjną,w sekretariacie powiedziano mi że Pani ta urzęduję w pokoju obok.Wchodząc tam jakoś tak dziwnie niepewnie się czułam,zapukałam,usłyszałam doniosłe „PROSZĘ WEJŚĆ”:-/ i wtedy z moich ust pytanie „CZY PANI…KALAREPKA…PONIEWAŻ BYŁAM UMÓWIONA NA ROZMOWĘ KWALIFIKACYJNĄ W SPRAWIE PRACY.I nogi się pode mną ugieły,wtedy zdałam sobie sprawę że pomyliłam nazwiska zamiast RZEPKA powiedziałam KALAREPKA!!! Może gdyby to trafiło na osobę z poczuciem humoru to pewnie z tej sytuacji obie miałybyśmy niezły ubaw,jednak Pani była starsza i bardzo nieprzyjemna,chyba nigdy nie zapomnę jej wyrazu twarzy jak to usłyszała! Od razu zaczęła się bulwersować że idąc na rozmowę powinnam się najpierw nauczyć nazwiska a dopiero później przychodzić,już od razu było widać że nie przypadłam jej do gustu,więc i rozmowa kwalifikacyjna przebiegła strasznie!!! Tak jak się spodziewałam z pracy lipa:( Można było powiedzieć odesłała mnie z „kwitkiem” Wtedy to był dla mnie prawdziwy horror.Nie wiem nawet jakich kolorów była moja twarz i chyba nawet nie chcę wiedzić!!:) Jednak teraz po czasie gdy wspominamy to z bliskimi mam niezły ubaw!!!:)

  • Najbardziej zakręconym zdarzeniem w moim życiu była ucieczka sprzed ołtarza! A co! Czy nie mogę choć przez chwilę poczuć się jak gwiazda latynoskiej telenoweli i przez następne pół roku być na językach wszystkich starych bab we wsi?!

  • moja najbardziej zakrecona rzecz w zyciu,
    mialam spedzic wakacje z moja siostra , niestety nie dostala urlopu a ja swojego juz nie moglam przesunac , zeby nie spedzic lata w miescie dlugo sie wachalam co zrobic… strasznie sie balam i glupio tak samotnie spedzac wakacje a strasznie chcilam gdzies pojechac , tak rozwazac spedzalam dnie siedzac na kompie i ….
    znalazlam wyjazd do grecji za jeden dzien wylot i cena mega ostatni last hmm a co tam 😉 bedzie co wpominac skusialam sie na ta wycieczke i nie zaluje :)

  • Pojechałam na pogrzeb sąsiadki. Spieszyłam się bardzo, po drodze załatwiałam jeszcze kilka innych spraw. Kiedy przyjechałam pod kościół, wszyscy byli już w środku, nabożeństwo żałobne trwało. Weszłam cichutko, złożyłam wieniec, usiadłam w ostatniej ławce. Kiedy przyszła pora, poszłam pożegnać zmarłą. Przez głowę przemknęła mi myśl, że strasznie musiała cierpieć przed śmiercią, bo była bardzo opuchnięta i zmieniona na twarzy. Kiedy wyszłam z kościoła po zakończonym nabożeństwie spotkałam innych sąsiadów z mojego bloku z wieńcami. Zaczęłam dzielić się z nimi smutną refleksją na temat przedśmiertnych cierpień naszej, już byłej sąsiadki. A oni na to, że zmarła we śnie i że nie cierpiała. Wyraziłam swoje zdziwienie, bo zmarła była strasznie spuchnięta. I tu oni się zdziwili, że widziałam sąsiadkę po śmierci. Zapytałam dlaczego tak stoją pod kościołem zamiast jechać na cmentarz i usłyszałam, że czekają aż poprzedni pogrzeb się skończy… Okazało się, że pomyliłam pogrzeby. Do dziś sąsiedzi wspominają, że po raz pierwszy z życiu wracali z pogrzebu rozbawieni…przeze mnie.

  • Zawsze byłam nieśmiała. Nie potrafiłam się przemóc by do kogoś pierwsza się odezwać, wyjście do miasta na zakupy było torturą, a wywołana w szkole do odpowiedzi czerwieniłam się, zapominałam wyuczonej lekcji i cierpiałam katusze. Mocno komplikowała mi ta przypadłość życie. Aż któregoś dnia (a raczej nocy) powiedziałam sobie: dość! Byłam akurat na osiemnastce u koleżanki. Impreza odbywała się w lokalu, takim z dyskoteką, dwoma barami i małą kawiarenką. Siedzieliśmy przy ogromnym stole i było już wszystkim bardzo wesoło, kiedy koleżanka nagle zawołała: Magda, na stół! Nie namyślając się wiele wskoczyłam na środek stołu i zaczęłam śpiewać piosenki po rosyjsku. Chyba dobrze mi szło, bo wokół stolika zebrało się mnóstwo gapiów, a na stole zaczęły pojawiać się drinki, które moje koledzy opróżniali w tempie natychmiastowym. Pojawił się nawet jakiś pan, który nieśmiało poprosił o piosenki wojskowe, popierając prośbę argumentem w postaci szampana. Tej nocy robiłam za gwiazdę wieczoru, jak mówiła moja koleżanka;) I nikt nie miał mi tego za złe, nawet jubilatka. Najważniejsze, ze od tamtej pory przestała mnie dręczyć nieśmiałość.

  • Kręciłam, kręciłam, aż wykręciłam… 5 zgubionych cm w talii! Chodzi oczywiście o hula hop, do zakupu którego zbierałam się długi czas. Nie obyło się bez siniaków i totalnej rezygnacji (no bo jak to po 3 dniach nie widać efektów?!), ale udało się!

  • Zakręciłam w tym roku 100 słoików przetworów. Kiedyś myślałam, że przetwory to obciach, dzisiaj widzę w tym sens.

  • Mój chłopak mieszka 300km ode mnie, więc widujemy się mniej więcej co 2 tygodnie.
    W maju dostał nową, fajną pracę – ale to oznaczało, że musiał się przenieść i odległość między nami wzrosła do 600km… Nie mogliśmy się widywać, co było dla mnie nie do zniesienia! Chciałam do niego przyjechać na weekend, jednak nie miałabym się gdzie zatrzymać, bo noclegi były organizowane przez pracodawcę i mimo długich negocjacji prowadzonych przez mojego chłopaka z jego szefem, odpowiedź była negatywna.
    Wtedy mój ukochany, w akcie desperacji, rzucił: to może by Pan chociaż zatrudnił moją dziewczynę? Szef pomyślał przez chwilę, po czym się zgodził! I tak to w niedzielę o godz. 18 dostałam wiadomość, że w poniedziałek o 15 mogę zacząć pracę :) Decyzja była błyskawiczna!
    Jedyny problem – nie miałam doświadczenia ani wiedzy na temat tej pracy, za to miałam się spakować z prędkością światła i przemierzyć 600km… I tak, po nieprzespanej nocy, zmęczona i jeszcze w 1-szym dniu okresu ruszyłam w drogę. Pomimo trudności (opóźniony pociąg, kombinowanie dojazdu łącznie z dzwonieniem po znajomych, czy ktoś akurat nie jedzie z Warszawy w takim a takim kierunku) dotarłam na czas i od razu zaczęłam zajęcia, będąc w stanie rozpaczliwym! Ale towarzystwo mojego ukochanego przy moim boku wszystko mi rekompensowało :)

  • Kenia. Safari. Park Nakuru. Stajemy, żeby rozprostować nogi. Odchodzę od jeepa. Nagle zza drzew wyłażą 2 hieny. Raczej nie jadły śniadania, bo szczerzą na mnie kły. Przy sobie mam tylko plecak. Odruchowo zerkam do środka. Łapię dezodorant, z kieszeni wyjmuję zapalniczkę. Naciskam spray i kieruję strumień ognia wprost w nie. Zwiały. To była najbardziej zakręcona rzecz, jaką w życiu zrobiłam. Cud, że się nie poparzyłam. Od tej pory nie palę.

  • Moje życie usnute jest samymi zwariowanymi wydarzeniami. Pewnego dnia telefon wpadł mi przez kratkę do zamkniętej kilkunastometrowej wieży dla komentatorów meczy na stadionie w moim mieście. Na moje nieszczęście wejście do zamkniętej wieży było możliwe tylko górą. Nie myśląc długo zaczęłam wspinać się na kratę i weszłam do środka. Zapomniałam jednak o bardzo ważnej rzeczy-wieża jest pod stałym monitoringiem, więc zanim zdążyłam zejść po telefon, już dotarła tam ochrona. Bardzo zabawni panowie nie chcieli mnie wypuścić bez obecności straży miejskiej, która po niedługim czasie przyjechała i zaczęła mnie wypytywać, czy wiem jak wyglądają szopy pracze(oni nie wiedzieli). Okazało się, że panowie z Ochrony wzięli mnie za seryjnego wyrywacza gniazdek elektrycznych w całym mieście, dlatego konieczna była interwencja straży miejskiej :)

  • Najbardziej zakręconą rzeczą jaką zrobiłam w życiu była historyjka, którą zaraz krótko streszczę. Już dość dawno temu, za czasów nauki w Szczecinie,doszło do mojej randki z chłopakiem, który mi się szalenie podobał. Spotkaliśmy się w plenerze ( na początek ), odbywaliśmy super spacerek i miłą rozmowę. Niemniej tego dnia wybierałam się również do domu, w godzinach popołudniowych, czyli po randce ( taki miałam plan, byłam gotowa do tej dwugodzinnej podróży do domu ). Pożegnałam się z chłopakiem, podziękowałam za odprowadzenie na dworzec i ruszyłam na tenże właśnie. Byłam cała w skowronkach, pogrążona w swych rozmyślaniach i radości. Byłam także nieco zmęczona, od wrażeń i emocji. Wsiadłam do pociągu na peronie jak zwykle i pociąg ruszył. Nie przyjrzałam się jaką trasą jedzie, a wkrótce zasnęłam. No i obudziłam się w miejscu całkiem mi obcym, co więcej było już ciemno.Okazało się, że wsiadłam w niewłaściwy pociąg i jestem oddalona od Szczecina o jakieś 150 km. i to w kierunku przeciwnym niż mój dom. To było oszołomienie nie lada. Poderwałam się i wysiadłam na następnej stacji, przy której był przystanek. Na całe szczęście miałam przy sobie trochę pieniędzy, bo nie zawsze zabieram.Kupiłam bilet do Szczecina i kołatałam się z powrotem. Potem czekałam na pociąg do domu ( w Szczecinie ), którym dotarłam do celu późną nocą. To była dopiero akcja ( że tak powiem ), emocje z randki przedłużyły się o niebo bardziej. Nie warto się zanadto rozmarzać. Chociaż czy ja wiem ?……:-)

  • Przebywając ze znajomymi na plenerze malarskim we Włoszech, w małym nadmorskim kurorcie zorganizowaliśmy w nocy imprezę na plaży! Śpiewy, tańce, wino, muzyka, pływanie nago w Adriatyku – było super! 😉

  • Stojąc przy półce z kosmetykami sięgnęłam po przykuwające uwagę opakowanie z kremem.Nie zdążyłam nawet przeczytać jego opisu,gdy za plecami rozległ się głos mojego faceta.”Proszę cię,odstaw to.Czy widziałaś jego cenę?”.Miałam tego dość.Nasze życie w ostatnim czasie to nie było nic innego,jak tylko odmawianie sobie dosłownie wszystkiego.Sytuacja życiowa sprawiła,że żyliśmy na pożyczkach,a nasze marne pensje ledwo starczały na ich spłatę i bardzo skromny byt.Każdą złotówkę oglądaliśmy wspólnie kilkakrotnie,by wydać ją rozsądnie.
    Podstawowe zakupy ograniczaliśmy do minimum,a własnych potrzebach musieliśmy całkowicie zapomnieć.Po kilku miesiącach czułam się tym mocno sfrustrowana.Bo ile można znosić tyle wyrzeczeń?Chciałam choć raz nie musieć martwić się o nic.I wtedy zrobiłam coś bardzo zwariowanego…W dzień wypłaty zapomniałam o rachunkach do zapłacenia i zamiast wstąpić na pocztę z przyszykowanymi druczkami,skręciłam do pobliskiej drogerii,kupując dwa ekskluzywne kremy oraz perfumy znanej marki,których cena była powalająca.Zagłuszyłam wyrzuty sumienia i z resztą tego co zostało mi w portfelu zawitałam do najdroższego w mieście fryzjera.Nigdy nie czułam się bardziej szczęśliwa.Co było potem?No cóż,nie było łatwo,ale dzięki tej sytuacji uświadomiłam sobie,że człowiek musi czasem zrobić coś dla siebie,nawet mocno zakręconego,by szara rzeczywistość nie odebrała mu chęci do życia.

  • Aj się kręciło! Kręciło się dokładnie 93 minuty. Scenariusz moje życie żywcem ściągnęło z brazylijskiej telenoweli…
    Piękny poranek. Piękne słońce. Piękny uśmiech syna. I my, tacy piękni i młodzi. Czy coś mogło zapowiadać zbliżającą się wielkimi krokami tragedię? Otóż nie mogło. Nie mogło bo jestem kobietą zorganizowaną, dokładną i pedantyczną. Po iście królewskim śniadaniu zabrałam się za porządki. Jak zwykle – wszystko robiąc na raz. Jedną ręką ścieram kurze, drugą wstawiam naczynia do zmywarki. Jedną ładuję ubrania do pralki, w drugiej trzymam odkurzacz. No i właśnie przy tym praniu się zatrzymajmy… Kręciło się i wirowało 93 minuty. Cały ten czas wylewała się ze mnie duma, że w tak krótkim czasie zdołałam zrobić tak wiele. Ha! Wcale nie zdołałam. Na ziemię sprowadził mnie zapach wyjętego prania. A raczej brak zapachu. Przeidealna pani domu zapomniała… Zapomniała, że wyznaczone komory wypełnia się środkami piorącymi. Cios między żebra. Zdołałam tak się zakręcić wokół własnych ambicji, że przeoczyłam najistotniejszy aspekt mojej pracy. Jak się okazało – syzyfowej! :)

  • Lekarz powiedział mi, że nie powinna chodzić po górach. wcześniej nie chodziłam, ale postanowiłam mu pokazać, że dam radę. Przeszłam całą Orlą Perć na raz, nie mając pojęcia, na co się porywam. Na drugi dzień miałam gorączkę, bolały mnie nogi i ręce(od łańcuchów), ale poczucie dumy przebijało wszystko. Poszłam mu powiedzieć, że się mylił, ale on się tylko bardzo śmiał, gdy siadałam na krześle jak obolała pokraka. Fakt, niczego mi już nie zabraniał, a po górach chodzę po dziś dzień, tylko mądrzej.

  • Kiedyś umówiłam się z kolegą na taką powiedzmy „randkę”, ale że to była zima, byliśmy młodzi i żadne z nas nie miało przy sobie zbyt wiele grosza to postanowiliśmy kupić coś do jedzenia i posiedzieć w McDonald’s. Po podliczeniu wspólnej gotówki kupiliśmy jedynie to na co było nas stać… W piekarni chleb, a do niego w Macu ketchup, żeby nas nie mogli wyrzucić 😀 Ludzie trochę dziwnie się na nas patrzyli jak tak rozmawialiśmy i jedliśmy ten chleb z ketchupem, ale dla nas to była super zabawa i najbardziej kreatywna randka na jakiej byłam :) Wprawdzie wielka miłość z tego nie wynikła, ale zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi do dnia dzisiejszego :)

  • zrozumieć polityków;)

  • Czasem miewam dni, w których śmiało mogę powiedzieć, że jestem zakręcona jak ruski słoik. Jestem wtedy w stanie na przykład wyjść z domu w kapciach, by za furtką się ocknąć i w popłochu wrócić do domu zmienić obuwie. Jednak szczyt zakręcenia i bujania w obłokach osiągnęłam pewnego wrześniowego popołudnia, kiedy to wybrałam się na małe zakupy do pobliskiego sklepu. W koszyku wylądowało wszystko to, co zamierzałam kupić, więc podeszłam do kasy, gdzie wszystko poszło bardzo sprawnie. Zapłaciłam i zadowolona udałam się w drogę powrotną. Mniej więcej w połowie drogi zorientowałam się, że coś jest nie tak. Uruchomiłam proces myślowy i zorientowałam się, że maszeruję dziarsko ze sklepowym koszykiem w ręku. W te pędy pognałam, by zwrócić koszyk w obawie, że już posłano za mną list gończy. Panie kasjerki wcale jednak nie zamierzały się bawić w panie policjantki, a śmiechu z mojego zakręcenia było co niemiara. :-)

  • Najbardziej zakręconą rzeczą jaką w życiu zrobiłam było kupno uciekającego budzika. Początkowo wydawał się dobrym zakupem. Często zdarzało mi się zaspać do pracy, wyłączałam alarmy przez sen albo zwyczajnie nie chciało mi się zwlec z łóżka. Wydawało mi się, że uciekający budzik to strzał w dziesiątkę i rozwiązanie dla moich problemów. Nawet nie miałam pojęcia jak bardzo się myliłam… Już po pierwszej pobudce, bieganina za budzikiem po całym mieszkaniu tak mnie wykończyła, że od tamtej pory leży nietknięty na dole szafy. Nie dość, że feralnego poranka spóźniłam się do pracy, to jeszcze wybiegałam się za wszystkie czasy. Nigdy więcej!

  • Oświadczyłam się mojemu facetowi :) Jesteśmy już dwa lata po ślubie :)

  • Cały dzień wyglądasz jak spod igły – makijaż, wyprasowana koszula z rozpiętym zalotnie guzikiem, pachniesz nowym
    Sheer Beauty od Kleina. Cały dzień czujesz, że coś w powietrzu wisi, że coś się wydarzy, normalnie ‚love is in the air’.
    Biegasz po mieście, jeździsz rowerem, rozsyłasz uśmiechy na prawo i lewo. Około 18.30 wracasz do domu i dajesz se spokój.
    Zrzucasz szpilki, zakładasz okulary, ucinasz sobie półgodzinną drzemkę, przecierasz oczy, rozmazujesz makijaż.
    Wtem zdajesz sobie sprawę, że w lodówce masz światło. Więc wygrzebujesz z czeluści garderoby dres, który błaga o
    wypranie, wciągasz cichobiegi na nogi i lecisz na dół do sklepu po trzy bułki. Wtedy zdajesz sobie sprawę, że jest
    jeszcze jedna rzecz, którą należy kupić. I stoisz w kolejce do kasy. I drapiesz plamę w dresie, bo może to jakiś zaschnięty
    sos i zejdzie bez prania. I odwracasz głowę a za Tobą – mężczyzna, którego uśmiech uwielbiasz. Facet, o którym marzysz by
    powiedział „ej mała, brałbym cię zara”. Facet w białej (!!!) bluzie, świetnych spodniach. NERGAL. Nergal któryś już raz
    w moim osiedlowym sklepie. Wreszcie za Tobą w kolejce do kasy! Zamiast oczu masz migoczące światełka, tętno przyspiesza, już już chcesz
    wydać z siebie cokolwiek co uświadomi mu Twoje istnienie (no bo sorry, ale na składanie zdań wielokrotnie złożonych
    nie ma w tym momencie szans) i… patrzysz na stojący na taśmie swój zakup.
    Dwie rolki papieru toaletowego. Dwie rolki papieru do dupy. Wychodzisz.

  • Wyszedłem na miasto z przyczepioną kostką toaltetową wraz z koszyczkiem do paska spodni na tyłku. Dodam, że kostka była o zapachu bryzy morskiej.
    Byłem wtedy mocno zakręcony nie zauważając tego. Sytuacja na mieście też była zakręcona. Znajomi z kolei byli zakręceni ze śmiechu. Zakecony byłem ja, obracając się w kółko i próbując dojrzeć dodatkową część garderoby. Później kręcąc głową z niedowierzania, jak to się tam znalazło
    Tak, to był zakręcony czas.

    Historia jak najbardziej autentyczna. Żywa w mej pamięci na zawsze, dzięki mym kumplom :)

  • Odkąd pamiętam zawsze doprowadzałam znajomych albo do śmiechu albo zdumienia.I nie żeby specjalnie,ale zupełnie przez nieuwagę jakoś tak się układało,że im bardziej się starałam to i tak wychodziło jak zwykle.
    Tamtego dnia spieszyłam się na grilla do przyjaciółki.Spóźniona jakieś pół godziny wsiadłam z rozpędu do samochodu i pognałam hen.Niestety jako świeży kierowca moja zawrotna prędkość 30 na godzinę doprowadziła i tak do niemałego korka ale wreszcie po przejechaniu miasta i wjechaniu na drogę mniej uczęszczanej mogłam trochę przycisnąć i już po chwili śmigałam na spotkanie 55 km/h.Tak wiem…baba za kierownica chciałoby się powiedzieć ale dla mnie numerem jeden jest bezpieczeństwo.Po przejechaniu kilku kilometrów nagle w tylnim lusterku dostrzegłam jadący za mną radiowóz ale bez paniki jechałam dalej w końcu do przekroczenia prędkości mi daleko.Po paru chwilach jadący za mną radiowóz zaczął dawać znaki świetlne ale i to nie wzbudziło we mnie żadnego niepokoju bo przecież droga wolna mogą mnie wyprzedzać skoro im się spieszy pomyślałam.Jechałam spokojnie sobie dalej i nagle ni stąd ni zowąd radiowóz do znaków świetlnych dołączył sygnał dźwiękowy wciąż jednak poruszając się za mną w ślimaczym(jak na radiowóz)tempie.Po krótkiej chwili pomyślałam,że skoro tak hałasują to im zjadę na bok aby ułatwić przejazd w celach pościgowych za złoczyńcami.
    Lekko zdjęłam nogę z gazu i kierując się na bok widzę jak radiowóz mnie z wolna wyprzedza i tuż przed nosem macha czerwonym lizakiem.
    Przyznaję,spanikowałam bo przecież i nie jechałam prędko i światła miałam włączone więc do licha czego oni mogą chcieć.
    Stanęłam na poboczu i nagle zjawia się przy mnie policjant z wyciągniętą bronią i przedstawiając się pyta:
    -Dlaczego się pani nie zatrzymała do kontroli?
    -Yhhhhh,jakiej kontroli?zapytałam robiąc chyba najgłubszą minę świata.
    Zdezorientowany policjant patrzył na mnie i widziałam,że nie wie co powiedzieć.Chcąc rozładować odrobinę napięcie zapytałam:
    -To co panowie robicie na środku tego pustkowia.
    Policjant zrobił jeszcze bardziej niewyraźną minę ale po chwili parsknął śmiechem.
    Okazało się,że jadąc przez miasto z moją zawrotną prędkością nie zauważyłam próbujących mnie zatrzymać do rutynowej kontroli policjantów więc wyruszyli za mną w pościg.Dobre sobie pościg za kimś kto jedzie 50 km/h.To co było dla mnie rutyną stało się hańbą dla policji.Wreszcie się zorientowali,że gdybym chciała uciekać to pewnie jechałabym szybciej.
    Facet znaczy policjant był tak zdezorientowany,że nie dał mi żadnego mandatu a odchodząc słyszałam jak mówi do kolegi też policjanta:
    -Jedziemy,ta laska jest jakaś zakręcona.
    Na grilla przyjechałam mocno spóźniona.Więcej grzechów z tamtego dnia nie pamiętam.:-)

  • Zakręcony to był mój wyjazd na wakacje, który będę zawsze pamiętała. Po skończonych studiach a było to parę lat temu,umówiłyśmy się z koleżankami na wspólny wyjazd do Kołobrzegu. Dojeżdżałyśmy z różnych stron Polski i miałyśmy się spotkać na miejscu. Jechałam z Wrocławia pociągiem i miałam przesiadkę w Poznaniu. Była noc, podjechał pociąg Kołobrzeg – Kraków i będąc pewna, że to ten wsiadłam. Dopiero w drodze od konduktora dowiedziałam się, że jadę do Krakowa. Dotarłam do Kołobrzegu następnego dnia a koleżanki nie wiedziały co się stało, że mnie nie ma, telefony komórkowe były jeszcze rzadkością.

  • Majonez. Majonez to najbardziej zakręcona ( a właściwie ukręcona) rzecz, jaką zrobiłam w życiu! :)) Przepyszny! :)

  • Za dużo by wymieniać.
    Kręcę włosy. Kręcę nosem. Kręcą mnie kolory i kręcą mnie ludzie więc jakoś się kręci. No i nakręcam się często, a to na wyjscie, a to na zakupy.

  • Drodzy Uczestnicy :-)

    Serdecznie dziękuję za tak liczny udział w konkursie. Było mi niezwykle przyjemnie czytać Wasze zakręcone historie…
    Nagrody w postaci maskary Twist Up Volume Bourjois powędrują do pięciu laureatów, mianowicie:

    (1) Monika Selerzyńska
    „Pamiętam jak dziś ten zakręcony dzień. Umówiłam się telefonicznie do zaprzyjaźnionego salonu kosmetycznego na paznokcie. W dniu wizyty wszystko było jak na wariackich papierach ,że z cudem zdążyłam na daną godz. Ale tu mnie Spotkało wielkie zaskoczenie a jeszcze bardziej zaskoczona była kosmetyczka bo dla niej nie byłam umówiona ;( Stanęłam w szoku i tłumaczę ze rozmawiałyśmy przez tel i na bank miałam dziś termin wizyty. Kalendarz został przewertowany kilkakrotnie a mojego nazwiska nie było. Więc załamana jeszcze raz umówiłam się na wizytę w salonie. Wychodząc zastanawiałam się jak to się mogło stać przecież rozmawiałam przez tel i zanotowałam od razu datę i godz. Sprawdziłam jeszcze raz w tel jak szukałam przez stronę nr kontaktowego do mojego salonu wpisując dokładnie to samo co tamtego dnia. I wtedy wszystko się wyjaśniło okazało się , że umówiłam się owszem na paznokcie do salonu o tej samej nazwie ale oddalonego o 30 km od mojego miejsca zamieszkania.Kiedy przyszłam na umówioną wizytę opowiedziałam to dziewczynom z salonu uśmiały się do rozpuku a ja wyszłam na nieźle zakręconą kobietkę.”
    (2) Ajla
    „Aj się kręciło! Kręciło się dokładnie 93 minuty. Scenariusz moje życie żywcem ściągnęło z brazylijskiej telenoweli…
    Piękny poranek. Piękne słońce. Piękny uśmiech syna. I my, tacy piękni i młodzi. Czy coś mogło zapowiadać zbliżającą się wielkimi krokami tragedię? Otóż nie mogło. Nie mogło bo jestem kobietą zorganizowaną, dokładną i pedantyczną. Po iście królewskim śniadaniu zabrałam się za porządki. Jak zwykle – wszystko robiąc na raz. Jedną ręką ścieram kurze, drugą wstawiam naczynia do zmywarki. Jedną ładuję ubrania do pralki, w drugiej trzymam odkurzacz. No i właśnie przy tym praniu się zatrzymajmy… Kręciło się i wirowało 93 minuty. Cały ten czas wylewała się ze mnie duma, że w tak krótkim czasie zdołałam zrobić tak wiele. Ha! Wcale nie zdołałam. Na ziemię sprowadził mnie zapach wyjętego prania. A raczej brak zapachu. Przeidealna pani domu zapomniała… Zapomniała, że wyznaczone komory wypełnia się środkami piorącymi. Cios między żebra. Zdołałam tak się zakręcić wokół własnych ambicji, że przeoczyłam najistotniejszy aspekt mojej pracy. Jak się okazało – syzyfowej! :)”
    (3)inette
    „Mając 41 lat (w tym roku) po raz pierwszy przebiegłam maraton (42,195 km)!Maraton Mazury – po lesie – w czasie 4 godziny :) Po 10 miesiącach biegania!”
    (4) Sylwia
    „Może jedno z kilku zakręconych sytuacji z moim udziałem… W trakcie seansu w kinie z moim chłopakiem na filmie,który w ogóle mnie nie interesował(zrobiłam to ze względu na Niego;)wyszłam do toalety. Wróciłam na sale, usiadłam, zjadłam popcorn, wypiłam colę… Niby wszystko ok. Jednak dopiero po zakończeniu zobaczyłam,że przysiadłam się do obcych ludzi w innej sali…Pomyliłam wejścia i nawet nie zorientowałam się,że oglądam inny film… Mój chłopak troszkę się złościł ale w końcu wybaczył:D”
    (5) linka
    „Kręciłam, kręciłam, aż wykręciłam… 5 zgubionych cm w talii! Chodzi oczywiście o hula hop, do zakupu którego zbierałam się długi czas. Nie obyło się bez siniaków i totalnej rezygnacji (no bo jak to po 3 dniach nie widać efektów?!), ale udało się!”

    GRATULUJĘ, sprawdźcie swoje skrzynki e-mailowe :-)

  • Czy były już wyniki?

  • Tak, w komentarzu powyżej.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*